No i mam spokój i ciszę. Mogę se posiedzieć w domu , pójść do parku ( jak zwykle sama ale to już coś ) i poczytać moją kochaną mangę. Jakże ja kocham Sobotę i Niedzielę!
No i mam całe 2 dni dla samej siebie.
Macie racje , klasa to przecież nie moje całe życie. Jest też wiele innych rzeczy na tym świecie! Nie powinnam się przejmować.. Ale łatwiej powiedzieć a trudniej zrobić. Dziękuje wszystkim za wsparcie i rady , nie wyobrażam sobie teraz życia bez tego bloga. Dokładniej to nie za bardzo też pamiętam mego życia przed założeniem bloga. Nie pamiętam jak dawałam sobie rade , jak wytrzymywałam napięcie. Tak jakoś wszystko przepadło z tych rzeczy w nicość.
Cóż w Piątek zrobiłam chyba największą głupotę jaką mogłabym zrobić.
Mieliśmy przez ten tydzień Dni Szkoły ( o których już wcześniejszych notkach wspominałam ) , w Piątek odbył się Konkurs z angielskiego pt. " Mistrz Słówek" - brali udział w nim najbardziej że tam powiem "wpływowi" ludzie w mojej klasie. Ja zostałam na widowni , razem z jedną dziewczyną i kilkoro chłopakami. Było nas mało , dosłownie garstka. Czasami w przerwie jak ci co brali udział pisali czy też czekali na odpowiedzi na tablicy wyników Pani Współprowadząca podchodziła z mikrofonem , trzeba było swoich dopingować.
Tylko kurde dlaczego akurat dopingować jak ludzie którzy dopingują najbardziej , siedzą właśnie tam i robią zadania.. ?
I zrobiłam najgłupszą rzecz jaką mogłam wtedy zrobić. Najechałam na moją codzienność i niezauważalność. Dałam ponieść się mojej chorej wyobraźni i jak głupia poprosiłam o mikrofon i zaczęłam krzyczeć ( czy tez śpiewać , chociaż nie wiem czy akurat "to" można nazwać śpiewem) przyśpiewki jacy tamci ludzie mówili zwykle na różnych Turniejach by zdopingować naszych. I wszyscy po chwili zaczęli się śmiać z mej klasy , a ja dopiero teraz uświadamiając sobie co właśnie zrobiłam opadłam ze wstydu. Z myślami w głowie : " Jak mogłaś się tak łatwo dać idiotko?! Trzeba było się powstrzymać! "
I znowu moja chora wyobraźnia wygrała.
Stwierdziłam że nie mam nic do stracenia , i znowu potem poprosiłam o mikrofon i dopingowałam.. Jakoś. Znowu wygrała moja chora wyobraźnia , czasami są właśnie takie momenty jak te w której nie mogę jej powstrzymać i ona wtedy wybucha. Wybuchają wtedy moje chore myśli i chora wyobraźnia , moje komiczne przemyślenia i moja zdziwaczała osobowość. A klasa nadal się śmiała. Ale dziwniej niż zwykle , nie mogłam ocenić czy to był szyderczy śmiech jaki mi zawsze pokazują czy zwykły , śmiech radości.
Teraz to nawet mało mnie to obchodzi.
Mam weekend nie będę sobie głowy zaprzątać takimi sprawami. Chcę się wreszcie odprężyć , zapomnieć o nich. Wymazać ich na te 2 dni. Ale właśnie ta sytuacja w szkole przypomniała mi moje wakacje.
W całe wakacje wygrywała moja chora wyobraźnia.
Moja wariacka osobowość została wtedy zaakceptowana przez małą grupkę ludzi. Wymyślaliśmy niestworzone rzeczy. Śmialiśmy się codziennie , nie było mowy wtedy nawet o gramie smutku. Wtedy czułam się jak w śnie. Jak w śnie , który tak często mnie nachodzi że wreszcie się uwolniłam od piętna mojej klasy. Że ktoś mnie zauważył , zaakceptował jaką jestem. To była piękna rzecz , te moje wakacje.
Ale miło było wtedy , no ale się skończyło.
Teraz to są tylko wspomnienia. Ale patrząc teraz na to , cieszę się że mam chociaż miłe wspomnienia z wakacji. To mnie uszczęśliwia. To oznacza że na stare lata będę sobie nie tylko wspominać o mej kretyńskiej klasie , ale będę też wspominać o tej dobrej chwili. Sama ta myśl namalowała na mej twarzy szeroki , radosny uśmiech.
Dzisiaj rano nabrałam odwagi i popatrzyłam w lustro.
I co zobaczyłam..? Ducha w lustrze! Dosłownie , a dokładniej tym duchem byłam ja. I nagle sobie przypomniałam że nie grzeszę przecież żadną urodą. Ale i tak spróbowałam wszelkich środków żeby poprawić swój wygląd. Żadne nie wypaliły. Jakby nade mną wisiała jakaś klątwa które sprawia ze nigdy nie będę mogła być chociaż w miarę miła dla oka. W końcu dałam sobie spokój. Nie ma na to rady jakoś trzeba z tym żyć.
Ale to nie popsuło mi dziś humoru.
W końcu mam weekend. Dałam się dziś ponieść wyobraźni, dałam upust swym myślą i uczuciom. A to sprawiło że jestem szczęśliwa. Robiłam dzisiaj rzeczy które lubię. Mówiłam to co myślę. Nawet na chwilkę nie opuścił mnie mój jakże rzadki , radosny uśmiech. Myślałam o Gimnazjum , przestałam myśleć ze się przez to łudzę. Myślałam o tym jak poznam koleżankę , jak będę mogła być przy niej otwarta , jak będę mogła z nią dzielić radosne jak i smutne chwile. Jak będziemy razem mogły w czasie długiej przerwy w Gimnazjum wychodzić razem do piekarni. Myślałam też o kolejnych rozmowach z Olą , o wizytach i przeróżnych wyjazdach razem z nią.
I w końcu sobie uświadomiłam.
Że wcale nie jestem taka zła jak myślę. Że jeszcze może kiedyś spotkam pewną osobę która mnie zaakceptuje , taką osobę jak Olę która będzie chciała mnie wysłuchać. . Uświadomiłam sobie że może istnieją także inne osoby jak ci ludzie z wakacji czy tez Ola , które mnie zaakceptują taką jaką jestem.